czwartek, 14 sierpnia 2008

Day off

Dzis wypadl mi i Jackowi przed ostatni dzien wolny w robocie. Dni do wyjazdu policzone, podroz wstepnie zaplanowana, zakupy porobione, nie zostalo nic innego jak oddac sie relaksowi na campie.
W skrocie podjar na golfa i wielkie drzewo z hustawa nad woda.
Foto wszystko wyjasnia.

Golfiarz nr 1


Golfiarz nr 2


Po seri probnej rozpoczela sie powazna gra, w rankingu notowana troszke ponizej US Open ale kibice nie nazekali na brak emocji.





Aha prawdziwi golfierza graja zawsze z tamtad gdzie upadnie pilka (chyba ze nie mozna jej znalezc). Jacek trzymal sie tej zasady.



Po zakonczeniu turnieju pojechalismy z Dave'm naszym szefem z kuchni, ktory akurat mial przerwe na lokalny spot z hustawa do rzeki. Mila odmiana od wiecznego plywania tylko w plaskim jeziorze.



Dave tez pokazal jak to sie robi w ameryce



Poza hustawa mozna bylo zaladowac do wody z gory co tez uczynilem (sekwa w paincie wiec bez cudow)


Ukuł byś?


Dla wszystkich 3ski i sb odwiedzajacych bloga. Ponoc w zimie maja tutaj 1,5m sniegu a rur wiecej niz w Kato. Sie cos ciekawego trafi i bede mial aparat to rzuce jeszcze.

wtorek, 12 sierpnia 2008

Mialy byc wpisy, mialy byc foty ale nie ma:) Szczeze mowiac to chyba dlatego ze nikomu sie nie chce. Moze sie ogarne jutro i cos z foto sie wrzoci, bo jak narazie to robota ciagle ta sama, dni mijaja jeden za drogim i jakos leci. Wszyscy odliczaja juz do konca campu, za 8 dni opuszczamy ta smutne miejsce i wreszcie zobaczymy kawalek ameryki.
W podroz ruszamy w 4 tzn Ja, Matys, Jacek i Tom brytyjczyk, ktory wynajmuje auto.
Mamy w planie zjechac cale stany w 3 tyg. Troche szalone ale mozliwe, tak sie nam przynajmniej wydaje.
Mam nadz ze w czasie tripu bedzie sie czym chwalic i jak sie uda dorwac do hotspota to sie bedziemy chwalic co sie dzieje, i gdzie jestesmy.
Pzdr dla wszystkich odwiedzajacyhc bloga, i obiecuje w tym tyg jakies foto:)

czwartek, 24 lipca 2008

Wielkie odliczanie

Wyciagajcie kalkulatory, kalendarze, zegarki, komorki i zaczynajcie odliczac dni do skonczenia campu. Za niecaly miesiac pakujemy kto co ma i ruszamy na podboj USA. Narazie jednak myslimy o parents day, kiedy na oboz robia wiazd rodzice wszystkich dziewczynek, bedzie zajob i gwarantowana popoludniowa glupawka. Dzis jeszcze przygotowania, jutro i pojutrze najazd rodzicow. 3majcie kciuki, dzis lub jutro jakis bonus w postaci foto.

środa, 16 lipca 2008

Majtki przez glowe jak codzien

Dawno nic nie bylo, bo albo sie nikomu nie chce albo nie mamy czasu. Wczoraj Jacek mial cos pisac (mial day off), ale znowu sie oszukal (temat na oddzielny wpis) wiec pochloniety przez siec przeczesywal ja w innym celu.
Ogolnie nic ciekawego sie u nas nie dzieje. Dni mijaja na pracy, wieczornych filmach i posiedzeniach na sieci, a rano znowu to samo. Swoja droga, jesli ktos by planowal jechac na camp america kiedys niech nie bierzcie roboty w kuchni. Na poczatku jest tragicznie. Teraz juz sie wszyscy przyzwyczaili, wiec jakos sobie dajemy rady, ale zdecydowanie bardziej polecam roboty typu hausekiping, laundry, maintenance. To taka mala rada. Jedyna alternatywa jaka mamy poza robota to dni wolne (1 po 5 dniach pracy), mozna zobaczyc jezioro na wycieczce na bicyklu lub podjac sie innych mniej lub bardziej wciagajace rozrywek, ewentalnie mozna spac.
Powoli zaczynamy planowac nasze podroze po campie. Wkoncu na to wszyscy czekaja i licza. Jak narazie zapowiada sie ekipa polsko-brytyjska podbijajaca ameryke. Zobaczymy jak sie to skonczy. Chcemy zobaczyc amiszow, gore z glowami prezydentow, alcatraz, roswell i prawdziwych redneckow z poludnia.
Co z tego wyniknie i jakie jeszcze spotkaja nas przygody dowiecie sie juz w krotce. Mam nadz ze wpisy benda czesciej, a moze nawet uda sie jakies foto wrzocic.

wtorek, 24 czerwca 2008

1 wpis z hameryki.

No i jestesmy. Nowy wpis dopiero po tygodniu ale sie wkoncu udalo. Zazwyczaj brakowalo checi lub czasu. Odrazu uprzedzamy ze blog raczej bez polskiej czcionki bedzie porwadzony bo na kompach tutaj nie ma polskich znakow.
Co do samej ameryki to narazie zostala polizana przez szybe autobusu, jak jechalismy z NY na camp.
Sam camp nie jest duzy, troche niskich budynkow, korty, boiska do kosza, nogi i basebola. Pozatym ogromna jadalnia z kuchnia w ktorej mamy swoj zmywak:) Robota najgorsza nie jest ale sie dluzy, jedynie jest jazda po posilkach. Pracujemy razem z meksykanami, amerykanami i jednym rosjaninem. Pozatym jest jeszcze pare osob z PL.
Mysle ze w najblizszym czasie wpisy benda pojawialy sie czesciej, a moze nawet jakies foto sie uploadnie.
Pozdrawiamy wszystkich odwiedzajacych, podobno w pollandzie upaly, u nas na zmaine laje lub swieci slonce ale temp nie przekracza ok 25'C.

Przyslowie na dzis:
Kokaut i do przodu!